O autorze
Muzyki słucham prawie bez przerwy, towarzyszy mi od rana do wieczora,
przy każdej okazji, w każdych okolicznościach. Cały czas mi mało i
cały czas szukam czegoś nowego. Na moim blogu będę pisał o piosenkach, które w ostatnim czasie zrobiły na mnie szczególne wrażenie. Przede wszystkim o tych najnowszych,
przygotowanych przez wykonawców, którzy dopiero pukają do drzwi
wielkiej popularności, ale i tych klasycznych, o których nie można
zapominać. O tych, które wiążą się w jakiś sposób z tym, co właśnie
robię - np. wtedy, kiedy wybieram się na koncert jakiegoś zespołu albo
na festiwal, o tych, które najlepiej oddają mój nastrój. O tych,
których być może do tej pory nie słyszałaś/słyszałeś, a moim zdaniem
zdecydowanie usłyszeć powinnaś/powinieneś.

Great Collapse „Quarantine”

To jeden z najbardziej przebojowych punkowych utworów w ostatnich latach, a zespół, który go nagrał jest ciekawostką nie wartą przeoczenia. A tylko przy okazji - niezłą punkową supergrupą.

Koniec roku to oczywiście, jak zawsze, moment w którym wszyscy próbują jakoś podsumować rok. Do którego z muzycznych serwisów czy czasopism się nie zajrzy, znaleźć można przede wszystkim listy najważniejszych płyt ostatnich miesięcy.
Przy takich zestawieniach zawsze najsmutniejsza jest oczywiście refleksja, że każdego roku jest tak dużo albumów, które na te listy nie trafiają. Z bardzo różnych względów: bo są ciekawe, ale jednak nie mieszczą się w zestawieniu dziesięciu, dwudziestu czy nawet pięćdziesięciu najlepszych, bo gdzieś umknęły, bo się ich nie zauważyło w czasie roku albo zapomniało o nich podczas tworzenia listy. A czasem po prostu dlatego, że się na takie listy nie nadają i znakomicie sobie radzą bez nich.
To jedna z takich płyt. Jeden z albumów, których raczej próżno szukać w zestawieniach najlepszych płyt ubiegłego roku. A zarazem - jeden z tych, których z wielu względów nie warto przegapić. To płyta zespołu Great Collapse, zatytułowana „Holy War”. Nie zawiera nic więcej niż kilkanaście prostych, goniących na złamanie karku, punkowych piosenek, z wpadającymi w ucho refrenami i mocnymi, politycznymi tekstami. Ot, zwykła, dobra punkowa płyta. I już choćby z tego powodu warto jej posłuchać.
Ale jest jeszcze jeden drobiazg, na który nie sposób nie zwrócić uwagi - to nie jest zwykły punkowy zespół, to nowy projekt muzyków ze sporym doświadczeniem i dorobkiem, takich, którzy na punkowej scenie doczekali się sporego uznania i szacunku. Liderem powstałej w 2014 roku formacji, działającej pomiędzy Kalifornią i Oregonem, jest Thomas Barnett, znany wcześniej przede wszystkim jako lider grupy Strike Anywhere. Mniej więcej na przełomie wieków była to jedna z najbardziej popularnych formacji, grających melodyjny hard core punk z politycznym przesłaniem. Zostawiła po sobie kilka znakomitych płyt, a dziś ma nie do końca jasny status, bo z jednej strony zawiesiła działalność, z drugiej - zdarza się jej grywać koncerty.
Barnett, korzystając z tego, że jego macierzysta formacja nie pracuje regularnie, założył nowy zespół, w którym znaleźli się muzycy grający w takich grupach jak Rise Against, Set Your Goals czy Death By Stereo. Nowa formacja zadebiutowała epką „Elemental”, na której znalazł się zdecydowanie najbardziej udany utwór w dyskografii grupy, prawdziwy melodyjno-punkowy hymn, zatytułowany „Quarantine”.
Kilka miesięcy później, już w 2015 roku, muzycy Great Collapse zdecydowali się na pełnowymiarowy debiut, zatytułowany „Holy War”, a dosłownie kilka dni temu przypomnieli o sobie, zapowiadając split epkę z zespołem Threads, która ma się oficjalnie ukazać pod koniec stycznia. To nie jest zespół, który wejdzie na zawsze do punkowych annałów, ale z całą pewnością i tak warto posłuchać jego mocnych i szczerych piosenek - ci, którym lata temu podobały się piosenki Strike Anywhere z pewnością będą zachwyceni.
Trwa ładowanie komentarzy...