Ale co roku pojawia się też pewien mechanizm, który bardzo ułatwia poruszanie się w gąszczu zupełnie nowych nazw i wybieranie tych zespołów, które wyróżniają się spośród całej reszty. Znakomitą pomocą służą organizatorzy poszczególnych showcase’ów, którzy okazują się bardzo skutecznym filtrem, wyszukującym esencję z festiwalowej magmy propozycji. Wystarczy więc śledzić kilka tradycyjnie najważniejszych stałych punktów festiwalowego programu - showcase’ów firmowanych przez znane i cenione blogi, agencje koncertowe czy słynące z precyzyjnie dobieranego programu kluby, żeby poznać festiwalową czołówkę.
W tym roku jednym z zespołów, które bez wątpienia do niej należały - a to w praktyce oznacza, że można było go zobaczyć kilka razy na ważnych i liczących się showcase’ach - była kanadyjska formacja Dilly Dally. Historia tego zespołu zaczyna się w Toronto już... dwanaście lat temu, kiedy poznały się jego gitarzystki, będące wówczas jeszcze dziećmi. Przez wiele lat słuchały razem muzyki, uczyły się używać gitar i spędzały całe godziny na wspólnym graniu. To słychać od razu, dziś, kiedy dziewczęta uzupełniły skład swojego zespołu o męską sekcję rytmiczną, nagrały debiutancką płytę i zaczęły grać koncerty: trudno znaleźć w innych zespołach muzyków rozumiejących się tak intuicyjnie, tak idealnie zgranych i świetnie reagujących nawzajem na swoje najdrobniejsze sygnały. Słychać też, jak znakomicie wymyślone są partie gitarowe w poszczególnych piosenkach grupy: to nie ma miejsca na proste granie tego samego przez obie gitarzystki, tu toczy się niekończąca rozmowa między ich instrumentami.
Po kilku singlach zespół opublikował właśnie album, zatytułowany „Sore”, który z miejsca zwrócił nań uwagę muzycznych mediów - wielu amerykańskich dziennikarzy uznała go za jedną z ciekawszych gitarowych płyt ostatnich miesięcy.
Koncerty podczas CMJ tylko potwierdziły te entuzjastyczne opinie. Okazało się, że muzykom znakomicie udaje się przenieść na scenę znaną z płyty energię, a połączenie klasycznego indie rocka i punka sprawdza się w takiej formule naprawdę znakomicie.
Dilly Dally znaczy po angielsku, mniej więcej, mitrężenie czasu. Ci młodzi muzycy z pewnością tego nie robią, pnąc się błyskawicznie po drabinie popularności na muzycznej scenie.
